Szukaj na tym blogu

środa, 15 sierpnia 2012

Troszkę długo trwała moja nieobecność...

Przez jakiś czas nie dodawałam nowych recenzji, bo troszkę się u mnie działo. W niedzielę po raz pierwszy zostałam matką chrzestną, mój chrześniak ma na imię Gabryś i jest słooodkim chłopcem;) żyłam tą myślą przed uroczystością i jeszcze jakiś czas po niej, poza tym, po powrocie do rzeczywistości od poniedziałku miała trochę zajęć w domu. No dobrze, dość już tej prywaty. Przechodzę do rzeczy;P

Dziś mam zamiar pokazać chyba mój ulubiony zestaw cieni marki Sensique, jest to trio fioletów kupione za ok. 7 zł, dokładnie nie pamiętam. Jeszcze jakoś na początku liceum przeżywałam fascynację kolorem fioletowym. Lubiłam lakiery i ubrania w tym odcieniu. Potem, jak to zawsze bywa, przejadło mi się (o czym świadczy tylko jeden fioletowy staruszek w moich lakierowych zbiorach) na dość długo. Jednak jakiś czas temu, przeglądając moje skromne kosmetykowe zasoby, zauważyłam, że brak mi kompletnie fioletowej kolorówki, poza nieudaną kredką do powiek very me z Oriflame. Będąc w domu odwiedziłam przypadkiem Naturę i postanowiłam zmienić rzeczywistość. Długo przeglądałam fioletowe propozycje różnych marek, ale w końcu zdecydowałam się na tą, gdyż w razie niewypały, nie żałowałabym takiej kwoty;)


Zacznę od tego, że cienie są dobrze napigmentowane i wydajne. Jakiś czas już się z nimi bawię, a ubytek jest niewielki. Pozostawiają perłowe wykończenie. Dwa jaśniejsze odcienie często stosuję solo jako dodatek do kreski gdy spieszę się na uczelnię. Najjaśniejszy na powiece daje prawie biały, lśniący, delikatny efekt. Ciemniejszy pozostawia fiołkową, bardziej intensywną poświatę, lubię ten efekt. W połączeniu z najbardziej intensywnym, śliwkowym kolorem, dają możliwość wyczarowania naprawdę ładnie prezentującego się makijażu oka. Nie stosuję jeszcze żadnej bazy pod cienie, ale mam zamiar znaleźć wreszcie coś ciekawego, co przedlużyłoby ich żywotność na moich powiekach, które nie chcą współpracować;( nadal poszukuję...póki co pomagam sobie białym odcieniem poczwórnego korektora Kobo, który nałożony na powiekę lepiej utrzymuje na niej kolorki.

Wracając do tematu, cienie te jak najbardziej polecam, gdybym była większą maniaczką, pewnie wybrałabym dla siebie jeszcze jakieś inne kolorki, ale póki co, rozsądek podpowiada, by zużyć to co mam;)

wtorek, 7 sierpnia 2012

Dobry żel nie jest zły;P

Każdy kto chociaż raz był w Rossmanie na pewno zauważył jak wielką gamę zapachową żeli pod prysznic oferuje do wyboru Isana. Nie wiem czemu jakoś nigdy do tej pory nie skłoniłam się do zakupy żadnego z nich, może uznałam że za tak śmieszne pieniądze nie można kupić dobrego żelu?

Nic bardziej mylnego. Nadszedł dzień, w którym pod wpływem impulsu zaczęłam 'przewąchiwać' poszczególne buteleczki i to wprawiło mnie w taki zachwyt zapachowy, że oniemiałam. Co jedna to ciekawszy zapach. Wybór jednego okazał się naprawdę trudny;)


Na dodatek patrzę na cenę, a tu promocja, 3,69zł! za 300 ml żelu;) Na próbę ciachnęłam z półki urzekający fioletowy żel zawierający masło shea i owoc pasji ( nie wiem dokładnie czy zawierający, czy też tylko pachnący taką nutą;)) Nie jestem aż tak wielką znawczynią, by studiować składy kosmetyków i sprawdzać czy zawierają to czy tamto. W wyborze pomagają mi zazwyczaj zmysły wzroku i zapachu, jeśli coś ładnie wygląda lub ładnie pachnie, albo też spełnia oba kryteria - to wystarczy;) Poza tym, od żelu pod prysznic nie spodziewam się nie wiadomo czego, ma myć, pienić się i być wydajny.

Te wszystkie wymogi Isana spełnia na 4+. Żel ma fioletowo-perłowy kolor i zwartą konsystencję, lubiącą cofać się przy wychodzeniu z z dziurki. Butelka jest poręczna i łatwo się otwiera, stabilnie stoi na półce czy też wannie. Jedynie etykietka mogłaby być trochę ładniejsza, ciekawsza, ale teraz już się czepiam, jak za tą cenę, nie wymagam więcej;) Na pewno wypróbuję jeszcze kilku innych wersji zapachowych. W kwestii żelowej nie lubię monotonii;)

Taki oto kremik;)

Dove beauty blossom to krem przeznaczony do ciała. Pochodzi on z edycji limitowanej. Jakiś czas temu wypatrzyła go moja siostra za zawrotną cenę - niecałe 5 zł;) Mnie urzeka od razu jego śliczna nakrętka z kwiatowym motywem...jestem trochę wzrokowcem...;P

W tradycyjnym dla tej marki słoiczku mieści się 75 ml produktu o zwartej, dość tłustej, typowej dla kremów Dove konsystencji.  Kiedyś miałam okazję użytkować krem do twarzy z linii klasycznej i nie przypadł mi do gustu właśnie przez swoją toporność. Dosłownie czułam, że moja skóra twarzy nie może go przyjąć i tłusta warstwa utrzymująca się niemiłosiernie długo bardzo mnie denerwowała. Jako że mam dodatkowo tendencję do trądziku i powstawania co jakiś czas nowych niespodzianek, ten krem jeszcze to wzmożył, wyraźnie zapychał. Może się jednak sprawdzić u posiadaczek bardzo suchej cery więc nie mówię że jest zły, po prostu nie dla mnie;)

Ale do rzeczy, nie o tym kremie miał być post;) Jak już wspominałam krem ma treściwą konsystencję, więc bardzo dobrze nawilża, lubię stosować go na noc, szczególnie na wysuszone po depilacji łydki, wtedy rano są już mięciutkie i odżywione ( jeśli tak można powiedzieć o łydkach;)). Dobrze sprawdza się również jako ratunek na suchą skórę stóp, kolan, dłoni, łokci. Minusem jest to, że trochę długo trwa wchłanianie i 'czuć' kremik na ciele, ale przez to mam pewność, że nadal działa. Uwielbiam natomiast jego zapach - piękny, kwiatowy, długo utrzymujący się na ciele. Nie przypomina dokładnie tego z czym kojarzymy markę Dove, ale jak dla mnie to lepiej, ta tradycyjna woń już chyba mi się znudziła. Plus również za to, że opakowanie jest male i nie zajmuje przez to wiele miejsca, można zabrać je w podróż zamiast dużej tuby balsamu. Dzięki małej pojemności nie ma opcji, by się nim znudzić, a tego nie lubię, gdy muszę męczyć balsam baaaardzo dłuuugo...

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Chyba jedne z moich ulubionych

Incandessence EDP, Avon cosmetics

pojemność 30 i 50 ml

Cena: w zestawie w cenie promocyjnej 59,90 zł

Odkąd tylko zaczęłam przeglądać katalogi Avon posiadające zapachowe strony, zapach ten od razu mi się spodobał. Skryty w oszronionej, słonecznej kuli, zawsze przynosił mi na myśl coś odprężająco świeżego, a jednocześnie ciepłego i zachęcającego do spróbowania. Niestety wtedy gdy objęty był promocją ja zawsze miałam jeszcze zapasy czegoś innego do zużycia. I tak mijaliśmy się dobre parę lat...


W jednym z katalogów, chyba wczesną wiosną, udało mi się je upolować w zestawie 30+50 ml za 60 zł. Była to niezła okazja, gdyż 50 ml bez promocji kosztuje ok. 50zł (wybaczcie że nie bawię się w końcówki 00,90 zł;)), a 30 ml to koszt ok. 30 zł.

Uwielbiam połączenia kwiatowe, kobiece, a jednocześnie lekkie i świeże. Te perfumy w moim odczuciu takie właśnie są. Nadają się na każdą okazję, na co dzień i na wyjścia, również te wieczorową porą, szczególnie latem... Wiele osób zwraca uwagę na to że ładnie pachnę, kiedy ich używam. Ja też uwielbiam czuć je na sobie, a wrażenie to jest bardzo długotrwałe, w moim odczuciu trwałość w tym przypadku jest bardzo, ale to bardzo zadowalająco dobra. W zapachu możemy doszukać się nut orchidei, konwalii, bergamotki, tulipana, frezji, magnolii i mimozy. Według mnie kompozycja kwiatów jest doskonale dobrana, bo nie są to perfumy nachalne, choć w odpowiedni sposób zaznaczają swą obecność w ciągu dnia. Miło jest jeszcze następnego ranka poczuć je na ubraniu.

 Rzadko zdarza mi się, że chcę wracać do tego samego zapachu, bo nie przywiązuję się do nich tak jak niektóre kobiety, które cale życie konsekwentnie używają tych samych perfum. Moim zdaniem współczesny rynek oferuje taki wybór, że naprawdę jest co sprawdzać, badać i testować. Mimo wszystko ta woda toaletowa jest jedną z niewielu, które mam w zamiarze kupić w przyszłości ponownie. Tym bardziej w tej kategorii cenowej, jest wyborem jak najbardziej godnym polecenia. Wcale nie przeszkadza mi fakt, że kosmetyki Avon są powszechnie dostępne i wiele osób pachnie tak samo...przecież zapach to tylko dopełnienie osobowości...;)


sobota, 4 sierpnia 2012

Paletka 5 cieni  z Sephory

Cienie te są prezentem od mojej cioci. Posiadam wersję kolorystyczną smoky black o pojemności 4,5 g. Z tyłu opakowania zosstały umieszczone pomocne dla początkujących wskazówki jak za pomocą tych cieni stworzyć 2 wersje makijażu: intensywną i naturalną.Niestety jako że jest to prezent nie znam dokładnej ceny, ale pewnie dość wysoka, jak większości kosmetyków z tej perfumerii. Sama pewnie (jako biedna studentka;)) nie zdecydowałabym się na ten zakup niestety.



Zacznę od tego że wszystkie odcienie są mocno napigmentowane i co za tym idzie - bardzo wydajne. Nie wiem, czy uda mi się je kiedyś wykończyć;) Nie używam ich zbyt często, bo to chyba nie moje barwy, ale są świetne na wieczorne wyjścia - można nimi stworzyć naprawdę kuszący, przydymiony makijaż. Pamiętam że używałam ich półtora roku temu do makijażu studniówkowego i świetnie się spisały.

Trzy z nich są perłowe, dodatkowo jedna wersja czerni posiada większe, brokatowe drobinki, a druga jest matowa, bezdrobinowa. Tej ostatniej można używać do kreski, którą później lekko rozetrzemy - jest wystarczająca do wykonania szybkiego makijażu. Konsystencja cieni jest raczej sucha, ale nie osypują się przy nakładaniu i utrzymują się na powiece w miarę długo (na moich tłustych powiekach mało które cienie dają radę dłużej niż 2-3 godziny). Jedyne czego możnaby się doczepić biorąc pod uwagę cenę to to, że do opakowania nie są dołączone aplikatory oraz lusterko, ale nie zamierzam marudzić, to nie jest konieczność, bo zarówno jedno jak i drugie każda z nas w domu posiada;)

Podsumowując, bardzo przyjazny zestaw, dający możliwość wykonania bardzo wielu wersji makijażu oka. Może wrzucę kiedyś zdjęcie jakiegoś makijażu zmalowanego tymi cieniami, ale jako że jestem pocżątkująca w blogowaniu i naoglądałam się tyle pięknie wykonanych zarówno zdjęć jak i makijaży w sieci, mam jeszcze opory by ujawniać się w pełni ze swoją twórczością;)

Maybelline Affintione Mineral


Na podkład ten polowałam odkąd ujrzałam go w czerwcowej gazetce z promocjami z Rossmana;) cierpliwie doczekałam dnia w którym były na niego zniżki i rano ( mimo wielkiego deszczu) pobieżyłam do Rossa by go kupić;P Choć było wcześnie, na półce stal już tylko jeden egzemplarz w wersji najjaśniejszej - Ivory. Jaaak się ucieszyłam, że mi się udało zdążyć - tym sposobem kupiłam go bodajże za 15,49zł;)


Na początku byłam średnio usatysfakcjonowana, tym bardziej że sporo się wcześniej o nim naczytałam na Wizażu, gdzie opinie były średnio zachęcające. Po jakimś czasie jednak, gdy już się trochę ze sobą oswoiliśmy, uznałam go za całkiem dobrze trafiony nabytek. Szklane opakowanie wyposażone jest w pompkę dozującą odpowiednie ilości produktu. Sprawia to że aplikacja jest łatwa i higieniczna.

Konsystencja jest lekka, prawie płynna, lepiej go lekko wklepywać niż wsmarowywać. Jest to pierwszy podkład, który tak doskonale stapia się z odcieniem mojej jasnej skóry ( wreszcie chłopak nie śmieje się że coś mi się odcina przy żuchwie;))Poza tym to mój pierwszy kosmetyk mineralny. Wklepuję po palcami i po minutce cera ujednolica się, staje się zdrowo promienna, pory są mniej widoczne. Nie zauważyłam również, by w jakikolwiek sposób zapychał, czy powodował powstanie niepożądanych wysypów.
 Na pewno podkład ten nie zapewni Wam mega krycia ani efektu matu, ale to mi nie przeszkadza, szczególnie latem, kiedy chcę tylko wyrównania kolorytu, mojej zmęczonej trądzikiem w okresie liceum twarzy. Również trwalość nie jest ekstremalnie dobra, po kilku godzinach równomiernie znika z twarzy, ale jest to kosmetyk na tyle wygodny i bezproblemowy w aplikacji, że można sobie pozwolić na poprawki w ciągu dnia.

Dla wielu z Was plusem będzie też to, że podkład jest bezzapachowy, przeznaczony dla wrażliwych użytkowniczek;) Jestem skłonna powiedzieć że zapłaciłabym za niego nawet to prawie 40zł będące ceną regularną;D

środa, 1 sierpnia 2012

(Nie)doceniony wybór...


Będąc akurat w Rossmanie postanowiłam uzupełnić braki w zakresie antyperspirantu - bez tego w wakacje ani rusz;) zawsze rozglądam się za tym co aktualnie jest w promocji i zwyczajnie eksperymentuję z różnymi markami, często wracam do firmy nivea ale że mam mało szczęścia przy tego typu akcjach, zazwyczaj jak coś mi się kończy, to promocji jest jak na lekarstwo;/  I tym razem tak było. W moje oczy rzucił się jedynie Lady Speed Stick za coś lekko ponad 7 zł w wersji zapachowej fruity splash w formie żelu.
 Nie używałam tych antyperspirantów chyba od początku liceum, bo wydawały mi się jakościowo słabe, a na plus przemawiał do mnie tylko ładny zapach. No ale nie ukrywajmy, to jest jeden z głównych czynników wpływających na wybór tego typu zakupu w moim przypadku. W całym moim życiu żaden antyperspirant nie wyeliminował do końca uczucia wilgoci pod pachami na dłużej niż godzinę. Nie żebym jakoś specjalnie intensywnie się pociła, ale po prostu nie wierzę że coś co nie jest typowym blokerem wyeliminuje całkowicie pocenie się. Tak więc dobrze jeśli mimo nie do końca suchych pach przez cały dzień, są one chociaż pachnące;)

Jest to mój pierwszy antyperspirant o żelowej konsystencji i sprawuje się całkiem nieźle,łatwo wybrać za pomocą pokrętła pożądaną ilość produktu, nie plami ubrań, w miarę szybko się wchłania i jak na mój nos...obłędnie pachnie. Nie sprawia też, że jakoś nad wyrost zalewam się potem w jego obecności, więc jak dla mnie - jak najbardziej trafiony wybór;)
Jak się skończy, może zdecyduję się na inny zapach, póki co szczerze polecam wypróbować, choć wiem, że opinie o tego rodzaju kosmetykach to kwestia bardzo subiektywna, na własnej skórze trzeba się przekonać czy coś nam odpowiada, posiłkowanie się tylko i wyłącznie cudzymi radami może być mylące;)