Szukaj na tym blogu

niedziela, 16 września 2012

Inglot integra potrójne cienie do powiek

Dziś chciałam Wam zaprezentować fajne trio nadające się do wykonania dziennych makijaży. Cienie te podzielone są na kategorie:
S - małe drobiny mieniące
L - duże drobiny mieniące
N - perła neutralna
Przyznam, że na początku nie za bardzo się z nimi polubiłam, bo jakoś jak na Inglota, który kojarzył mi się z lepszymi kosmetykami, nie powalały ani jakością, ani pigmentacją. Jednak z czasem, nauczyłam się ich obsługi i teraz służą mi bardzo dobrze. 
Najbardziej polubiłam odcień środkowy, taka delikatna kawka z mlekiem, ślicznie lśniąca na powiece. Najjaśniejsza perłowa biel również ładnie się prezentuje, jest idealna do rozświetlenia kącika oka. Ciemniejszym, brązowym, można malować się solo, albo podkreślać zewnętrzne kąciki. Te cienie to dobre rozwiązanie dla spieszących się, bo jednym kolorkiem można dobrze podkreślić oko i zrobić to w minutę. Są one doskonałym zestawem dla początkujących, bo jak wspominałam, pigmentacja nie zabija, więc nie zrobimy sobie nimi krzywdy;)

Cena to ok. 15 zł, więc za tą kwotę warto sprawić sobie taką alternatywę dziennych makijaży;) Ja najczęściej używałam ich jako dodatek do czarnej kreski.

poniedziałek, 10 września 2012

Podkład Soraya Make up sceniczny

Dawno temu, gdy zaczynałam swoją przygodę z malowaniem się, natknęłam się właśnie na podkłady z tej serii. Pamiętam, że pierwszy z nich kupiłam dość raptownie, a dopiero w domu zauważyłam, że jest liftingujący czy coś w podobie (wersja ze srebrnym paskiem przy zamykaniu). Następne egzemplarze (chyba 2) pochodziły już z serii na zdjęciu, podobno idealnie kryjącej.


Napisałam podobno, ponieważ dopiero teraz, czyli po jakichś 3 latach, jestem w stanie obiektywnie ocenić działanie tego podkładu. Nie wiem co wtedy sprawiło, że tak go polubiłam, może subtelny, kobiecy zapach, umilający nakładanie, a może pudrowe wykończenie, które pozostawiał...Nie wiem, bo oprócz tego nie zauważam większych zalet, no zapomniałabym jeszcze o filtrze - fajnie że jest. Główny minus to kłamstwo producenta o idealnym kryciu. W tym wypadku jest ono żadne. Nie wiem, jak idealną cerę trzebaby mieć, by je zauważyć - choć wtedy po co używać fluidu? Jak sobie przypomnę z jakimi wysypami syfków borykałam się w liceum to tym bardziej się dziwię że byłam mu wierna, skoro teraz, gdy moja cera o wiele się poprawiła, podkład ten nie daje rady pokryć kompletnie nic. Teraz zauważyłam też, że kolor jest dla mnie ciut za ciemny, mimo że mam odcień najjaśniejszy, jasny beż.

Opakowanie jak widać na zdjęciu, też pozostawia wiele do życzenia. Gdy jest nowe, wygląda elegancko, klasycznie, ale wraz z kolejnymi dniami użytkowania, złota obrączka się wyciera, czarny pojemniczek brudzi się w kontakcie z palcami, no i nie widzimy, kiedy podkład ma się ku końcowi. Ja stosowałam metodę wagową, na oko oceniałam, czy opakowanie jest już bardzo leciutkie;)
Całą tą listę narzekań rozjaśnia niewątpliwa zaleta- dozownik w postaci pompki. Na pewno jest to najbardziej higieniczna forma rozwiązania w tego typu kosmetykach.

Podsumowując, jeśli ktoś chce poświęcić 22 zł i sprawdzić na własnej, ładnej i nie goszczącej niedoskonałości skórze, jakie efekty daje ten produkt, proszę bardzo. Nie mówię, że to kompletny bubel. Zwyczajnie ja muszę szukać czegoś o mocniejszym działaniu.

czwartek, 6 września 2012

Dziś mała recenzja zbiorcza;)

Akurat wszystkie te 3 rzeczy skończyły się na raz, więc bez sensu pisać o każdej z osobna;) 

Szampon Garnier olejek arganowy i żurawina

Bardzo miło mi się go używało;) Teraz, kiedy jestem w domu rodzinnym, używam na przemian kilku szamponów stojących w łazience na półce. Muszę jednak przyznać, że po ten sięgałam najczęściej, bo bardzo podobało mi się zarówno opakowanko w energetycznym, rzucającym się w oczy kolorku, nieprzeciętny zapach jak i działanie. Myję włosy zazwyczaj wieczorem, by uniknąć suszenia suszarką. Rano, moje włosy i tak po użyciu tego szamponu były puszyste, miałam wrażenie że objętość utrzymuje się bardzo dluuugo, dłużej niż przy stosowaniu szamponów do jej wywołania. Fajny, godny polecenia, nie wiem jak byłoby, gdybym stosowała go codziennie, może włosy przyzwyczaiłyby się, ale na zmianę z innymi, świetny;) tym bardziej że cena przy pojemności 400 ml to często w promocji ok. 7 zł.


Próbka żelu pod prysznic Original Source cytryna i zielona herbata

Ta darmowa próbka z Rossmana bardzo długo czekała na swoją kolejkę. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą firmą, ponieważ nie jestem fanką zapachów związanych z jedzeniem (nie wiem czy wiadomo o co chodzi ale ciężko ubrać to w słowa;)) Marka Original Source właśnie z takimi mi się kojarzy. Tym bardziej cytryna i inne cytrusowe nuty, to tematyka, której unikam jak ognia. Zwyczajnie nie lubię. Gdyby ten żel miał jakiś inny, kwiatowy, kobiecy zapach, z pewnością byłby świetny, bo bardzo dobrze się pienił, do tego stopnia, że próbka ta wystarczyła mi na 2 razy, a nie na 1 jak przewidywałam. Mimo wszystko, ze względu na zapach, nie wrócę.

Pasta do zębów Elmex

To dopiero moje 2 opakowanie, ale już wiem że chcę kupić następne. Dość wysoka cena do tej pory mnie nie zachęcała, ale po wizycie u dentystki dostałam od niej wizytówkę na odwrocie której była reklama tej firmy. Jakoś tak zapadło mi to w pamięć i postanowiłam spróbować. Pasta kosztuje ok. 12 zł. Ja stosuję ją do wieczornego mycia, rano i w ciągu dnia myję zęby inną, tańszą pastą. Jej regularne stosowanie ma zapobiec zmianom próchnicowym. Pewnie to prawda, bo pasta ta, mimo iż słabo się pieni (do czego nie byłam początkowo przyzwyczajona), to bardzo dobrze czyści zęby. Po jej użyciu ich powierzchnia jest lśniąca i śliska, jak po czyszczeniu w gabinecie. Uwielbiam to uczucie, którego niestety nie zapewnia wiele past dobrych, reklamowanych marek. Mam wrażenie że przyczyniła się do zniknięcia małego przebarwienia na dolnej jedynce, bo stało się prawie nie widoczne, a nie używam tylko jej, więc efekty przy elmexie solo powinny być jeszcze lepsze. Warto więc w tej dziedzinie higieny zafundować sobie taki wydatek, bo efekty są niesamowite.


niedziela, 2 września 2012


Ingrid Cosmetics jedwabisty fluid

Chciałam polecić Wam bardzo dobry podkład za niewielkie pieniądze. W znajomej hurtowni kosmetycznej mojej mamie udało się go dostać za trochę ponad 8 zł. Kwota śmieszna, więc wydawało mi się że jakość będzie podobna, a tu niespodzianka.

Najpierw stosowała go moja siostra, ale po dłuższym czasie uznała że jest dla niej zbyt mocny, wtedy to ja sobie go przywłaszczyłam i potem przez dłuuuugi czas nie wypuszczałam z rąk;) jestem posiadaczką końcówki tubki z odcieniem 29 porcelain, który nadaje się dla jasnych karnacji znakomicie, choć trzeba uważać, bo miałam dwa opakowania i w jednym ten sam odcień był odrobinę ciemniejszy. Nie wiem dlaczego;) to jednak żaden problem, trzeba tylko bardziej uważać przy rozsmarowywaniu. Niewątpliwą zaletą tego podkładu jest doskonałe krycie. Ratował mnie gdy zdarzały się mega wysypy przed okresem;P na pewno nie trzymał się obiecywane przez producenta 16 godzin, ale 4 spokojnie. W sumie jak na taką cenę, całkiem ok. Myślę, że gdybym używała pudru, efekt byłby jeszcze trwalszy, ale nie chcę przesadzać z warstwą szpachli;) W okresie letnim zdarzalo mi się używać go jako korektora na pojedyncze niespodzianki, bo sam na całą twarz dawałby zbyt mocny efekt, więc zdradziłam go z Maybelline;)



Zapewnienia o nawilżeniu w sumie są prawdziwe, bo podkład w żaden sposób nie ściągał, nie wysuszał, pozostawiał skórę miękką i jędrną.
Zapach raczej neutralny, trochę kojarzył mi się z dawnymi podkładami, ale nie to jest najważniejsze;) Opakowanie w porządku, napisy nie schodzą nawet przy długim obijaniu się w kosmetyczce o masę rzeczy, szkoda tylko, że nie widać zużycia bo jest nieprzezroczyste, ale to "czuć" po wklęśnięciu tubki;) Szkoda tylko, że trudno go dostać, przynajmniej mi jakoś nie rzucił się nigdzie w oczy. Warto jednak poszukać;P

Odżywka do paznokci Lovely

Odżywki te możecie znaleźć w szafach Lovely w Rossmanach, występują w kilku wariantach różniących się przeznaczeniem, a na oko, kolorem substancji. Moja wersja miała regenerować zniszczone paznokcie, stymulować ich wzrost i ogólnie poprawić ich kondycję. Potrzebowałam czegoś, co uratuje moje skatowane malowaniem, rozdwajające się płytki. Nie kosztowała wiele, bo coś w granicach 7 zł, więc postanowiłam wypróbować. Wczoraj użyłam jej ostatni raz;(

Na wstępie wspomnę o konsystencji. Odżywka ta nie różni się niczym od zwykłego lakieru, na początku była rzadka, szybko wysychała, z czasem, zaczęła gęstnieć i wydłużać swój czas zasychania, do czego przyczynia się niestety duży otworek buteleczki;( Zapach również jest taki jak typowej emalii do paznokci. Na płytce pozostawia ona śliczny, lekko perłowy połysk, solo w dwóch warstwach nadaje delikatne frenczowe wykończenie.
Niestety nie mogę w pełni określić tego co najważniejsze, czyli skuteczności jej działania. Na początku miałam oczywiście zapędy by stosować tylko ją bez żadnych kolorów, tak, by paznokcie odpoczęły. Trwało to niestety tylko tydzień;/ no cóż, bez lakieru moje paznokcie po prostu wydają mi się od kilku lat nagie i potem używałam jej jako bazę pod lakier. Na pewno mogę stwierdzić, że wpływała na bardziej intensywny wzrost paznokcia. To było widoczne już po kilku użyciach. Jako podkład dobrze zabezpieczała mnie przed odbarwieniami płytki. Pewnie gdybym miała więcej silnej woli i pozwoliła jej działać w pojedynkę, pomogłaby mi znacznie;) za tą kwotę jednak jest godna polecenia, wystarczyła na dość długo, fajnie się jej używało, więc warto spróbować. Może skuszę się jeszcze na inną wersję. 
Póki co nadal szukam dobrej odżywki za małe pieniądze co nie jest łatwe, nabyłam kiedyś odżywkę Miss Sporty, o podobnym przeznaczeniu jak Lovely, ale tamta, mimo dłuższego stosowania (bez lakieru) nie robiła kompletnie nic;/ teraz stosuję ją jako podkład, by zużyć przed zgęstnieniem. Napaliłam się na odżywkę Eveline i prawie już byłaby moja, gdyby nie to czego się ostatnio o niej naczytałam na blogach innych dziewczyn. Póki co, daruję sobie i szukam dalej;)

środa, 15 sierpnia 2012

Troszkę długo trwała moja nieobecność...

Przez jakiś czas nie dodawałam nowych recenzji, bo troszkę się u mnie działo. W niedzielę po raz pierwszy zostałam matką chrzestną, mój chrześniak ma na imię Gabryś i jest słooodkim chłopcem;) żyłam tą myślą przed uroczystością i jeszcze jakiś czas po niej, poza tym, po powrocie do rzeczywistości od poniedziałku miała trochę zajęć w domu. No dobrze, dość już tej prywaty. Przechodzę do rzeczy;P

Dziś mam zamiar pokazać chyba mój ulubiony zestaw cieni marki Sensique, jest to trio fioletów kupione za ok. 7 zł, dokładnie nie pamiętam. Jeszcze jakoś na początku liceum przeżywałam fascynację kolorem fioletowym. Lubiłam lakiery i ubrania w tym odcieniu. Potem, jak to zawsze bywa, przejadło mi się (o czym świadczy tylko jeden fioletowy staruszek w moich lakierowych zbiorach) na dość długo. Jednak jakiś czas temu, przeglądając moje skromne kosmetykowe zasoby, zauważyłam, że brak mi kompletnie fioletowej kolorówki, poza nieudaną kredką do powiek very me z Oriflame. Będąc w domu odwiedziłam przypadkiem Naturę i postanowiłam zmienić rzeczywistość. Długo przeglądałam fioletowe propozycje różnych marek, ale w końcu zdecydowałam się na tą, gdyż w razie niewypały, nie żałowałabym takiej kwoty;)


Zacznę od tego, że cienie są dobrze napigmentowane i wydajne. Jakiś czas już się z nimi bawię, a ubytek jest niewielki. Pozostawiają perłowe wykończenie. Dwa jaśniejsze odcienie często stosuję solo jako dodatek do kreski gdy spieszę się na uczelnię. Najjaśniejszy na powiece daje prawie biały, lśniący, delikatny efekt. Ciemniejszy pozostawia fiołkową, bardziej intensywną poświatę, lubię ten efekt. W połączeniu z najbardziej intensywnym, śliwkowym kolorem, dają możliwość wyczarowania naprawdę ładnie prezentującego się makijażu oka. Nie stosuję jeszcze żadnej bazy pod cienie, ale mam zamiar znaleźć wreszcie coś ciekawego, co przedlużyłoby ich żywotność na moich powiekach, które nie chcą współpracować;( nadal poszukuję...póki co pomagam sobie białym odcieniem poczwórnego korektora Kobo, który nałożony na powiekę lepiej utrzymuje na niej kolorki.

Wracając do tematu, cienie te jak najbardziej polecam, gdybym była większą maniaczką, pewnie wybrałabym dla siebie jeszcze jakieś inne kolorki, ale póki co, rozsądek podpowiada, by zużyć to co mam;)

wtorek, 7 sierpnia 2012

Dobry żel nie jest zły;P

Każdy kto chociaż raz był w Rossmanie na pewno zauważył jak wielką gamę zapachową żeli pod prysznic oferuje do wyboru Isana. Nie wiem czemu jakoś nigdy do tej pory nie skłoniłam się do zakupy żadnego z nich, może uznałam że za tak śmieszne pieniądze nie można kupić dobrego żelu?

Nic bardziej mylnego. Nadszedł dzień, w którym pod wpływem impulsu zaczęłam 'przewąchiwać' poszczególne buteleczki i to wprawiło mnie w taki zachwyt zapachowy, że oniemiałam. Co jedna to ciekawszy zapach. Wybór jednego okazał się naprawdę trudny;)


Na dodatek patrzę na cenę, a tu promocja, 3,69zł! za 300 ml żelu;) Na próbę ciachnęłam z półki urzekający fioletowy żel zawierający masło shea i owoc pasji ( nie wiem dokładnie czy zawierający, czy też tylko pachnący taką nutą;)) Nie jestem aż tak wielką znawczynią, by studiować składy kosmetyków i sprawdzać czy zawierają to czy tamto. W wyborze pomagają mi zazwyczaj zmysły wzroku i zapachu, jeśli coś ładnie wygląda lub ładnie pachnie, albo też spełnia oba kryteria - to wystarczy;) Poza tym, od żelu pod prysznic nie spodziewam się nie wiadomo czego, ma myć, pienić się i być wydajny.

Te wszystkie wymogi Isana spełnia na 4+. Żel ma fioletowo-perłowy kolor i zwartą konsystencję, lubiącą cofać się przy wychodzeniu z z dziurki. Butelka jest poręczna i łatwo się otwiera, stabilnie stoi na półce czy też wannie. Jedynie etykietka mogłaby być trochę ładniejsza, ciekawsza, ale teraz już się czepiam, jak za tą cenę, nie wymagam więcej;) Na pewno wypróbuję jeszcze kilku innych wersji zapachowych. W kwestii żelowej nie lubię monotonii;)

Taki oto kremik;)

Dove beauty blossom to krem przeznaczony do ciała. Pochodzi on z edycji limitowanej. Jakiś czas temu wypatrzyła go moja siostra za zawrotną cenę - niecałe 5 zł;) Mnie urzeka od razu jego śliczna nakrętka z kwiatowym motywem...jestem trochę wzrokowcem...;P

W tradycyjnym dla tej marki słoiczku mieści się 75 ml produktu o zwartej, dość tłustej, typowej dla kremów Dove konsystencji.  Kiedyś miałam okazję użytkować krem do twarzy z linii klasycznej i nie przypadł mi do gustu właśnie przez swoją toporność. Dosłownie czułam, że moja skóra twarzy nie może go przyjąć i tłusta warstwa utrzymująca się niemiłosiernie długo bardzo mnie denerwowała. Jako że mam dodatkowo tendencję do trądziku i powstawania co jakiś czas nowych niespodzianek, ten krem jeszcze to wzmożył, wyraźnie zapychał. Może się jednak sprawdzić u posiadaczek bardzo suchej cery więc nie mówię że jest zły, po prostu nie dla mnie;)

Ale do rzeczy, nie o tym kremie miał być post;) Jak już wspominałam krem ma treściwą konsystencję, więc bardzo dobrze nawilża, lubię stosować go na noc, szczególnie na wysuszone po depilacji łydki, wtedy rano są już mięciutkie i odżywione ( jeśli tak można powiedzieć o łydkach;)). Dobrze sprawdza się również jako ratunek na suchą skórę stóp, kolan, dłoni, łokci. Minusem jest to, że trochę długo trwa wchłanianie i 'czuć' kremik na ciele, ale przez to mam pewność, że nadal działa. Uwielbiam natomiast jego zapach - piękny, kwiatowy, długo utrzymujący się na ciele. Nie przypomina dokładnie tego z czym kojarzymy markę Dove, ale jak dla mnie to lepiej, ta tradycyjna woń już chyba mi się znudziła. Plus również za to, że opakowanie jest male i nie zajmuje przez to wiele miejsca, można zabrać je w podróż zamiast dużej tuby balsamu. Dzięki małej pojemności nie ma opcji, by się nim znudzić, a tego nie lubię, gdy muszę męczyć balsam baaaardzo dłuuugo...

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Chyba jedne z moich ulubionych

Incandessence EDP, Avon cosmetics

pojemność 30 i 50 ml

Cena: w zestawie w cenie promocyjnej 59,90 zł

Odkąd tylko zaczęłam przeglądać katalogi Avon posiadające zapachowe strony, zapach ten od razu mi się spodobał. Skryty w oszronionej, słonecznej kuli, zawsze przynosił mi na myśl coś odprężająco świeżego, a jednocześnie ciepłego i zachęcającego do spróbowania. Niestety wtedy gdy objęty był promocją ja zawsze miałam jeszcze zapasy czegoś innego do zużycia. I tak mijaliśmy się dobre parę lat...


W jednym z katalogów, chyba wczesną wiosną, udało mi się je upolować w zestawie 30+50 ml za 60 zł. Była to niezła okazja, gdyż 50 ml bez promocji kosztuje ok. 50zł (wybaczcie że nie bawię się w końcówki 00,90 zł;)), a 30 ml to koszt ok. 30 zł.

Uwielbiam połączenia kwiatowe, kobiece, a jednocześnie lekkie i świeże. Te perfumy w moim odczuciu takie właśnie są. Nadają się na każdą okazję, na co dzień i na wyjścia, również te wieczorową porą, szczególnie latem... Wiele osób zwraca uwagę na to że ładnie pachnę, kiedy ich używam. Ja też uwielbiam czuć je na sobie, a wrażenie to jest bardzo długotrwałe, w moim odczuciu trwałość w tym przypadku jest bardzo, ale to bardzo zadowalająco dobra. W zapachu możemy doszukać się nut orchidei, konwalii, bergamotki, tulipana, frezji, magnolii i mimozy. Według mnie kompozycja kwiatów jest doskonale dobrana, bo nie są to perfumy nachalne, choć w odpowiedni sposób zaznaczają swą obecność w ciągu dnia. Miło jest jeszcze następnego ranka poczuć je na ubraniu.

 Rzadko zdarza mi się, że chcę wracać do tego samego zapachu, bo nie przywiązuję się do nich tak jak niektóre kobiety, które cale życie konsekwentnie używają tych samych perfum. Moim zdaniem współczesny rynek oferuje taki wybór, że naprawdę jest co sprawdzać, badać i testować. Mimo wszystko ta woda toaletowa jest jedną z niewielu, które mam w zamiarze kupić w przyszłości ponownie. Tym bardziej w tej kategorii cenowej, jest wyborem jak najbardziej godnym polecenia. Wcale nie przeszkadza mi fakt, że kosmetyki Avon są powszechnie dostępne i wiele osób pachnie tak samo...przecież zapach to tylko dopełnienie osobowości...;)


sobota, 4 sierpnia 2012

Paletka 5 cieni  z Sephory

Cienie te są prezentem od mojej cioci. Posiadam wersję kolorystyczną smoky black o pojemności 4,5 g. Z tyłu opakowania zosstały umieszczone pomocne dla początkujących wskazówki jak za pomocą tych cieni stworzyć 2 wersje makijażu: intensywną i naturalną.Niestety jako że jest to prezent nie znam dokładnej ceny, ale pewnie dość wysoka, jak większości kosmetyków z tej perfumerii. Sama pewnie (jako biedna studentka;)) nie zdecydowałabym się na ten zakup niestety.



Zacznę od tego że wszystkie odcienie są mocno napigmentowane i co za tym idzie - bardzo wydajne. Nie wiem, czy uda mi się je kiedyś wykończyć;) Nie używam ich zbyt często, bo to chyba nie moje barwy, ale są świetne na wieczorne wyjścia - można nimi stworzyć naprawdę kuszący, przydymiony makijaż. Pamiętam że używałam ich półtora roku temu do makijażu studniówkowego i świetnie się spisały.

Trzy z nich są perłowe, dodatkowo jedna wersja czerni posiada większe, brokatowe drobinki, a druga jest matowa, bezdrobinowa. Tej ostatniej można używać do kreski, którą później lekko rozetrzemy - jest wystarczająca do wykonania szybkiego makijażu. Konsystencja cieni jest raczej sucha, ale nie osypują się przy nakładaniu i utrzymują się na powiece w miarę długo (na moich tłustych powiekach mało które cienie dają radę dłużej niż 2-3 godziny). Jedyne czego możnaby się doczepić biorąc pod uwagę cenę to to, że do opakowania nie są dołączone aplikatory oraz lusterko, ale nie zamierzam marudzić, to nie jest konieczność, bo zarówno jedno jak i drugie każda z nas w domu posiada;)

Podsumowując, bardzo przyjazny zestaw, dający możliwość wykonania bardzo wielu wersji makijażu oka. Może wrzucę kiedyś zdjęcie jakiegoś makijażu zmalowanego tymi cieniami, ale jako że jestem pocżątkująca w blogowaniu i naoglądałam się tyle pięknie wykonanych zarówno zdjęć jak i makijaży w sieci, mam jeszcze opory by ujawniać się w pełni ze swoją twórczością;)

Maybelline Affintione Mineral


Na podkład ten polowałam odkąd ujrzałam go w czerwcowej gazetce z promocjami z Rossmana;) cierpliwie doczekałam dnia w którym były na niego zniżki i rano ( mimo wielkiego deszczu) pobieżyłam do Rossa by go kupić;P Choć było wcześnie, na półce stal już tylko jeden egzemplarz w wersji najjaśniejszej - Ivory. Jaaak się ucieszyłam, że mi się udało zdążyć - tym sposobem kupiłam go bodajże za 15,49zł;)


Na początku byłam średnio usatysfakcjonowana, tym bardziej że sporo się wcześniej o nim naczytałam na Wizażu, gdzie opinie były średnio zachęcające. Po jakimś czasie jednak, gdy już się trochę ze sobą oswoiliśmy, uznałam go za całkiem dobrze trafiony nabytek. Szklane opakowanie wyposażone jest w pompkę dozującą odpowiednie ilości produktu. Sprawia to że aplikacja jest łatwa i higieniczna.

Konsystencja jest lekka, prawie płynna, lepiej go lekko wklepywać niż wsmarowywać. Jest to pierwszy podkład, który tak doskonale stapia się z odcieniem mojej jasnej skóry ( wreszcie chłopak nie śmieje się że coś mi się odcina przy żuchwie;))Poza tym to mój pierwszy kosmetyk mineralny. Wklepuję po palcami i po minutce cera ujednolica się, staje się zdrowo promienna, pory są mniej widoczne. Nie zauważyłam również, by w jakikolwiek sposób zapychał, czy powodował powstanie niepożądanych wysypów.
 Na pewno podkład ten nie zapewni Wam mega krycia ani efektu matu, ale to mi nie przeszkadza, szczególnie latem, kiedy chcę tylko wyrównania kolorytu, mojej zmęczonej trądzikiem w okresie liceum twarzy. Również trwalość nie jest ekstremalnie dobra, po kilku godzinach równomiernie znika z twarzy, ale jest to kosmetyk na tyle wygodny i bezproblemowy w aplikacji, że można sobie pozwolić na poprawki w ciągu dnia.

Dla wielu z Was plusem będzie też to, że podkład jest bezzapachowy, przeznaczony dla wrażliwych użytkowniczek;) Jestem skłonna powiedzieć że zapłaciłabym za niego nawet to prawie 40zł będące ceną regularną;D

środa, 1 sierpnia 2012

(Nie)doceniony wybór...


Będąc akurat w Rossmanie postanowiłam uzupełnić braki w zakresie antyperspirantu - bez tego w wakacje ani rusz;) zawsze rozglądam się za tym co aktualnie jest w promocji i zwyczajnie eksperymentuję z różnymi markami, często wracam do firmy nivea ale że mam mało szczęścia przy tego typu akcjach, zazwyczaj jak coś mi się kończy, to promocji jest jak na lekarstwo;/  I tym razem tak było. W moje oczy rzucił się jedynie Lady Speed Stick za coś lekko ponad 7 zł w wersji zapachowej fruity splash w formie żelu.
 Nie używałam tych antyperspirantów chyba od początku liceum, bo wydawały mi się jakościowo słabe, a na plus przemawiał do mnie tylko ładny zapach. No ale nie ukrywajmy, to jest jeden z głównych czynników wpływających na wybór tego typu zakupu w moim przypadku. W całym moim życiu żaden antyperspirant nie wyeliminował do końca uczucia wilgoci pod pachami na dłużej niż godzinę. Nie żebym jakoś specjalnie intensywnie się pociła, ale po prostu nie wierzę że coś co nie jest typowym blokerem wyeliminuje całkowicie pocenie się. Tak więc dobrze jeśli mimo nie do końca suchych pach przez cały dzień, są one chociaż pachnące;)

Jest to mój pierwszy antyperspirant o żelowej konsystencji i sprawuje się całkiem nieźle,łatwo wybrać za pomocą pokrętła pożądaną ilość produktu, nie plami ubrań, w miarę szybko się wchłania i jak na mój nos...obłędnie pachnie. Nie sprawia też, że jakoś nad wyrost zalewam się potem w jego obecności, więc jak dla mnie - jak najbardziej trafiony wybór;)
Jak się skończy, może zdecyduję się na inny zapach, póki co szczerze polecam wypróbować, choć wiem, że opinie o tego rodzaju kosmetykach to kwestia bardzo subiektywna, na własnej skórze trzeba się przekonać czy coś nam odpowiada, posiłkowanie się tylko i wyłącznie cudzymi radami może być mylące;)

czwartek, 26 lipca 2012


Trzy siostry...

Producent: Nivea
Cena: ok. 6-7zł, w zależności od promocji

Oto 3 aktualnie znajdujące się w moim posiadaniu pomadki firmy nivea. Oprócz nich mam jeszcze jakieś inne mazidła do ust, gdyż tego nigdy za wiele, a że moje wargi mają tendencję do szybkiego przesuszania się, lubię mieć coś w zasięgu ręki - w torebce, kurtce, w studenckim mieszkaniu i rodzinnym domu. Jako że firma nivea wzbudza zaufanie wielu Polek, tak i ja, dla pewności że mam w posiadaniu dobry produkt, zakupiłam dla siebie ich pomadki. Ich opakowanie jest klasyczne (chyba znane wszystkim), wykonane z twardego plastiku, napisy nie ścierają się. Nigdy nie zdarzyło mi się, by pomadka sama się otworzyła czy też by zatyczka pękła.

Pierwsza z lewej to wersja o perłowym połysku. Z tych przedstawionych ma najbardziej zbitą konsystencję i czasem jej nałożenie na suche usta przy niskich temperaturach może przysporzyć nie lada kłopotu. Nawilża w granicach normy, ale bez rewelacji. Pięknie, subtelnie pachnie i dość długo czuć ją na ustach, ale ma też w moim odczuciu dużą wadę, a mianowicie - jako że jest perłowo różowa, podkreśla spierzchnięte skórki. Nie jest to pożądany efekt gdy chcemy pokazać się ludziom. Polecam więc dla osób z ustami w dobrym stanie.

Druga hydro care, z błękitną zakrętką według producenta ma duże właściwości nawilżające. Bardzo mnie to zachęciło, bo kupiłam ją zimą, gdy potrzebowałam naprawdę szybkiego ratunku. Niestety, zawiodłam się. Owszem, nawilżenie jest, ale w moim przypadku wyczuwalne zaledwie przez kilkanaście minut, potem pomadka jakby znikała z moich ust. Musiałabym się nią smarować non stop, by móc cieszyć się miękkimi, gładkimi ustami, a to raczej nie jest wygodne, będę więc szukać dalej.

Trzecia w kolejności to wersja fruity shine dragonfruit. Pięknie pachnie świeżymi, słodkimi owocami i pozostawia na ustach lśniącą, lekko różową warstwę (uwaga miłośniczki bezbarwnych sztyftów). Oprócz zapachu pomadka to posiada kuszący smak, więc często przyłapuję się na jej zlizywaniu;) Nawilżenie jest w normie, idealne na ciepłe dni, wtedy może służyć jako produkt 2 w 1: nawilżający i błyszczykopodobny. Latem nie noście wersji owocowych tych pomadek w kieszeni - lubią się topić, taka mała rada;) Mimo to, godna uwagi.

Podsumowując, warto wypróbować każdą z nich, myślę że w tak szerokiej gamie jaką oferje producent, każdy znajdzie coś dla siebie. Dla mnie nie są to jednak w  100%  hity, w każdej znajdą się jakieś wady, choć w tej półce cenowej-produkty te są jak najbardziej ciekawe.

Wy też używacie pomadek nivea? jakie są Wasze opinie na ich temat?

środa, 25 lipca 2012

Bo od czegoś trzeba zacząć...

 

Woda perfumowana Coty Beyonce Heat  
Pojemność: 30ml
cena: to prezent, ale z tego co mi wiadomo w granicach 80zł

 

Ten zapach to bożonarodzeniowy, bardzo trafiony prezent od mojego chłopaka, dlatego trochę go oszczędzam i stosuję tylko na specjalne okazje mimo że od świąt minęło już sporo czasu (poza tym bardzo mi się podoba więc przykro będzie mi się z nim rozstać). Z drugiej strony nie wyobrażam sobie też by używać go na co dzień , bo woda ta jest dość słodka, ciężka i ciepła w moim odczuciu. Nadaje się na wieczór czy też "szczególne dni";) Mimo iż preferuję bardziej kwiatowe, zwiewne i świeże zapachy, to jednak miło czuć się otoczoną jego kobiecą, pikantną, korzenną nutą, która jak już wyżej napisałam, mi daje poczucie takiego miłego ciepełka...bezcenne szczególnie zimą, dlatego w tym okresie często ich używałam. Nie polecam na gorące dni, bo w środkach komunikacji miejskiej może odurzać otoczenie;) Dodam jeszcze że zapach ten jest bardzo trwały, długo utrzymuje się na ciele, jeszcze dłużej na ubraniach. Godny polecenia-stanowczo.

 Nuty zapachowe:
- głowy: olejek neroli, brzoskwinia, karaibska magnolia, orchidea,
- serca: wiciokrzew, piżmo, migdały,
- bazy: ambra, tonka, sekwoja.

Nasz debiut

Witamy wszystkich odwiedzających!;)

 

 Po dłuuugich namysłach ja i moja siostra postanowiłyśmy założyć wreszcie bloga, na którym będziemy Wam przedstawiać swoje opinie na temat tego co lubimy najbardziej, tzn. kosmetyków, ubrań, gotowania, książek. Ja, czyli Kamila zajmę się recenzjami, a moja młodsza siostra Martyna fotografowaniem wszystkiego. Testy będziemy prowadzić wspólnie i na bieżąco postaramy się zdawać z tego relacje;)

 

 Zapraszamy i czekamy na opinie!